Uchodźcy Klimatyczni: Kokosy i Cmentarze

Szeroka reprezentacja Globalnego Południa to wielki plus tegorocznej konferencji młodzieży na temat zmian klimatycznych COY13. Przynosi ona świeże spojrzenie na świat, szczególnie obecność Państw Wyspiarskich, takich jak: Kiribati, Fidżi, Wysypy Salomona, Wyspy Marshalla… Mimo że konferencja odbywa się w Niemczech, przewodniczy jej Fidżi. Jakże ciężko spotkać tych Wyspiarzy w innym miejscu!

 

Do chwili obecnej, uchodźcy klimatyczni nie są uznawani przez prawo międzynarodowe. W większości wypadków, bardzo trudno określić, czy dana osoba przemieściła się ze względu na ubóstwo, zniszczenia środowiska naturalnego z ręki człowieka, czy zmiany klimatyczne: pustynnienie zdarzało się wcześniej, cyklony zdarzały się wcześniej, susze zdarzały się wcześniej…

 

Z wyjątkiem jednego przykładu: podniesienie się poziomu morza i w konsekwencji nieodwracane zatopienie lądu. Wbrew oczywistym dowodom, mężczyzna z Kiribati nie otrzymał azylu w Nowej Zelandii, mimo że Kiribati leży dwa metry nad poziomem morza i zniknie do końca tego stulecia.

 

Rozmawiając z Wyspiarzami, musiałem przemyśleć całą tę dyskusję na temat azylu dla uchodźców klimatycznych. Punktem zwrotnym były… KOKOSY i GROBY. Zauważmy, że praktycznie WSZYSCY mieszkańcy Oceanii przedstawiają swoje wyspy jako istny raj. W Kiribati nie ma katastrof naturalnych, pogoda jest świetna, ale nie ma skwaru, nie występują też choroby tropikalne. Nie trzeba się obawiać głodu, ponieważ zawsze można znaleźć owoce, różne jadalne rośliny rosnące na dziko i owoce morza. Wszystko za darmo, a większość mieszkańców ciągle wie jak z tym postępować.

 

Eksperci biologii, którzy może nie przeczytali ani jednej książki.

 

Ale największa siła leży we wrodzonym poczuciu WSPÓLNOTY. Mieszkańcy wiosek przynależą do miejsca, w którym żyli od pokoleń. Przynależą też do siebie nawzajem. Nawet przodkowie są częścią wspólnoty – ich groby położone są pomiędzy domami wiosek. Mieszkańcy wiedzą do kogo się zwrócić z problemami, wykształcili cały system radzenia sobie z nimi. Wydarzenia i tradycje, mimo że są odczuwane przez poszczególne osoby, są one WSPÓLNĄ opowieścią. W rzeczywistości, to wspólnota je przeżywa. Z lokalnymi odmianami Olimpiad, Dożynek i Wszystkich Świętych, wioska jest czymś więcej niż się wydaje.

 

Grób zabrany przez ocean, jest jak utrata członka rodziny.

 

I tutaj robi się ciekawie: azyl to sprawa prywatna, ale życie jest sprawą wspólną. Przyznawanie azylu indywidualnie osobom, które uciekają przed wojną, gdzie mieszkańcy są rozproszeni i wspólnota rozdarta na strzępy ma sens. Ale w takich przypadkach jak Kiribati, przyznawanie azylu indywidualnie oznacza kolejną katastrofę – rozbicie wspólnoty.

 

Zmiany klimatyczna to katastrofa społeczna.

 

Kiribati zniknie. My to wiemy. Oni to wiedzą. Dlatego zakupili ziemię na oddalonym o 2000 kilometrów Fidżi. To ostatnie to państwo wyspiarskie, ale wystaje wystarczająco ponad poziom morza, żeby przystosować się do zmian klimatycznych. Kiedy nadejdzie czas i walka z klimatem okaże się daremna, cała populacja przeniesie się na Fidżi. Czy w niedoskonałym świecie jest to najlepsza możliwa opcja? Nie można przenieść grobów, ale tkanka społeczna nie musi być zupełnie rozdarta, kiedy jej członkowie ciągle będą mieszkali razem.

 

Przypomniało mi to historię mieszkańców Wysp Czagos, którzy wygnani z raju, zmarli z rozpaczy. I wtedy dotarło do mnie, że wiedziałem o tym wszystkim od dawna, ale dopiero twarze i imiona poskładały to wszystko do kupy. Dziękuję Ci COY!

 

COY to coroczna konferencja młodzieży, jedna z wielu towarzyszących szczytowi Narodów Zjednoczonych na temat zmian klimatycznych (COP): http://coy13.org

 

Piotr Działak, wykładowca koordynujący w Niezbędnym Koledżu Pedagogicznym DNS, członek Stowarzyszenia Ostra Zieleń i Partii Zieloni.

Artykuł oryginalnie opublikowany w wersji angielskiej na stronie koledżu

Podziel się!Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn